Czego nie powie Ci Twój dietetyk – rozmowa z Agnieszką Kułagą.

O czerpaniu radości z jedzenia, bezpodstawnej czasem obsesji liczenia kalorii i zdobywaniu wymarzonej sylwetki kosztem życia, które dalekie jest od idealnego. O glutenowych fanaberiach naszych czasów oraz suplementach, które są absolutną podstawą. O wszystkim tym opowiada Agnieszka Kułaga – założycielka Kliniki Dietoterapii Kułaga Synergy.

Ogólne zasady odżywania, które można polecić absolutnie każdemu – czy istnieją?  

Oczywiście. Podstawowa zasada to jeść tak, aby odżywiać organizm jednocześnie zaspokajając jedną z podstawowych potrzeb człowieka – czerpania radości i satysfakcji ze spożywanych posiłków. Uważam, że każdy z nas powinien poszukiwać stylu, systemu, schematu żywienia odpowiedniego dla siebie zamiast podążać za chwilowo panującym trendem. Jeżeli czujesz się dobrze, zwracasz uwagę na jakość spożywanych produktów, nie myślisz kompulsywnie o posiłkach, to nie zmieniaj tego. Jeżeli czujesz się źle, wtedy szukaj odpowiedzi dlaczego tak jest.

Drugą kwestią wartą poruszenia jest logistyka planowania żywienia – warto przed rozpoczęciem dnia przemyśleć go pod kątem organizacji posiłków – które przygotujesz sam, a które zjesz na mieście; ile czasu na nie znajdziesz i w jakich okolicznościach je zjesz. Nie twierdzę, że wszystkie z nich należy z uprzedzeniem przygotowywać w domu – wręcz przeciwnie – uważam, że gotowanie na bieżąco i jedzenie w spokoju oraz towarzystwie jest rozwiązaniem ze społeczno-psychologicznego punktu widzenia optymalnym. Pytanie zasadnicze brzmi jednak: kto w dzisiejszych czasach ma na to w tygodniu czas? W weekend natomiast warto o takie kwestie zadbać – dzielenie, cieszenie się z jedzenia z najbliższymi to często pomijana zasada szeroko pojętego kodeksu zdrowego odżywiania.

Wspomnę tu przy okazji o kolejnym ważnym aspekcie, którym jest skupienie się na spożywanych posiłkach oraz unikanie multitaskingu, w tym przede wszystkim tego podczas jedzenia. Jestem zwolenniczką zjadania konkretnych, przemyślanych, ładnie podanych posiłków zapewniających uczucie sytości, starając się unikać dojadania pomiędzy. Aby to było możliwe należy pamiętać o zachowaniu odpowiedniego stopnia nawodnienia, gdyż często uczucie głodu mylimy z uczuciem pragnienia. A i na koniec jedno – zasłuż na swoje kalorie poprzez odpowiedni poziom dziennej aktywności, ale nie karć się dodatkowym treningiem za swoje żywieniowe potknięcia.

Gdybyś miała dać ludziom jedną poradę żywieniową, którą na pewno zastosują, to co by to było? 

Dbaj o jakość kupowanych produktów ponad wszystko. A druga chyba na równi ważna to zatrzymaj się, i w miarę możliwości, celebruj każdy posiłek zarazem dbając o to, aby pożywienia nie stawało się środkiem do zmiany Twojego stanu emocjonalnego.

Wiele osób zaczyna wiosną walkę o „formę na lato”, od czego powinni zacząć?

Od ustalenia celów, priorytetów (również tych w życiu na najbliższe miesiące) oraz od zastanowienia się nad rodzajem pochodzeniem motywacji, która chęcią zmiany kieruje. Dalej, na tej podstawie można zdefiniować pojęcie “forma” oraz stworzyć plan działania. Warto na pewno zadbać o wysoki poziom spontanicznej aktywności fizycznej, odpowiednią ilość snu, dobre relacje z osobami dla nas ważnymi. Dbając o podstawy prościej nam będzie rozpocząć jakąkolwiek zmianę.

Czy warto pilnować diety i trzymać się rygorystycznie wyliczonych kalorii? Czy wystarczy jeść „czysto i zdrowo”, żeby zobaczyć progres?

Warto tu zdefiniować czym dla danej osoby jest progres. Czy mówimy o celach sylwetkowych, poprawie samopoczucia, parametrów zdrowotnych, lepszym funkcjonowaniu kognitywnym? Zakładam, że chodzi o sylwetkę i tu odpowiedź wydaje się prosta, choć liczenie kalorii to temat mocno poddawany krytyce w ostatnich latach. Aby zobaczyć przysłowiowy progres, musimy stworzyć deficyt kaloryczny czy to poprzez modyfikacje żywieniowe czy też poprzez odpowiednie zwiększenie poziomu aktywności fizycznej przy jednoczesnym zadbaniu o (tu nie będę wchodzić w szczegóły) gospodarkę hormonalną. Robiąc to profesjonalnie musimy mieć punkt odniesienia i możliwość kontroli.

Intuicyjne żywienie jest fantastyczną sprawą, jednak mam dwa, a w zasadzie to trzy “ale” jak chodzi o jego skuteczność w przypadku celów sylwetkowych. Po pierwsze, jedząc czysto, zdrowo, odżywczo możemy nadal znacznie przekraczać swoje zapotrzebowanie energetyczne doprowadzając do frustracji związanej z brakiem oczekiwanego efektu (a przecież tak się staram jeść zdrowo.) Po drugie, osoba, która kiedykolwiek liczyła kalorie albo przynajmniej jest świadoma wartości energetycznych danych produktów nigdy do końca nie będzie w stanie jeść intuicyjnie. Jedzenie wypełnia obecnie coraz więcej luk w naszych życiach przez co coraz cięższym staje się prawidłowe odczytywanie bodźców wysyłanych przez ośrodki głodu-sytości. I trzecia kwestia, poniekąd nawiązująca do pierwszego “ale” to brak planu, punktu odniesienia oraz kontroli nad procesem i progresem – i tu ponownie mówię o stricte wyznaczonym celu sylwetkowym. Z drugiej strony warto zaznaczyć w tym miejscu, że długofalowe, obsesyjne liczenie kalorii przyczyniać się może do zaburzeń w relacjach z jedzeniem, prowadzić do przesadnego perfekcjonizmu, a co najważniejsze poprzez otrzymania status “narzędzia” zabić radość naturalnie czerpaną z jedzenia. Dlatego, stawiając sobie wygórowane cele sylwetkowe warto jako pierwsze zadać pytanie: “Czy w rzeczywistości zależy mi na tym, żeby zyskać ciało, które kocham prowadząc życie, które będę nienawidzić?”

 

Co myślisz o fanaberiach naszych czasów? Gluten? Laktoza? Cukier? 

Uważam, że powinniśmy żywić się najszerszą gamą odżywczych produktów, które nam służą. Idąc krok dalej, jeżeli nie tolerujesz danego produktu staraj się znaleźć przyczynę takiego obrotu spraw, najpewniej okresowo go wyeliminuj, zaadresuj przyczynę i spróbuj reintrodukcji. Warto zaznaczyć w tym miejscu, że moje podejście z doświadczeniem zdobytym w pracy z pacjentem mocno ewoluowało i zapewne nadal będzie się zmieniać. I tu przykładowo, tak jak kiedyś byłam zwolenniczką wykonywania testów na nietolerancje pokarmowe tak obecnie nie znajdują się one w mojej praktyce w pierwszej, a nawet drugiej lini diagnostycznej.

Wydaje mi się, że jeżeli mamy prawidłowe relacje z jedzeniem, kontrolujemy na bieżąco swój stan zdrowia to jedzmy produkty, które są odżywcze, dają uczucie sytości oraz satysfakcji po posiłku. Odpowiadając ściślej na Twoje pytanie, jak z każdym skłdnikiem kłania się kwestia ilości, jakości oraz okoliczności.

Czy źródło pochodzenia pożywienia ma znaczenia? (Czy kogut od babci będzie lepszy niż kurczak z marketu? Jajka ze sklepu, czy od Pani z Kleparza?)

Oczywiście, jakość produktu jest w dzisiejszych czasach podstawą szeroko pojętego racjonalnego żywienia. Idąc krok dalej, wydaje mi się, że nabycie łatwości i automatyzmu przy robieniu zakupów to taki pierwszy krok w kierunku przyjemniejszego, ciekawszego, a przede wszystkim zdrowszego życia. A może już wkrótce pojawi się narzędzie, które proces ten (często stojący na przeszkodzie trwałej zmiany) znacznie nam ułatwi?

Czy warto się suplementować?

W zależności od stanu zdrowia, poziomu aktywności fizycznej, a czasem nawet i zasobów portfela na odpowiednim poziomie – tak.

Czym się suplementować? 

Ponownie podstawy: w większości przypadków wskazana jest suplementacja kwasami omega-3, w naszej szerokości geograficznej witaminą D3. Często przydatna jest kreatyna, okresowo magnez. Większość osób jest w stanie dostarczyć odpowiednią podaż białka z pożywienia natomiast ze względów czysto logistycznych przydatnym u osób aktywnych może okazać się izolat lub koncentrat białka. Dobór pozostałych suplementów jest kwestią mocno indywidualną.

Zatrzymaj się więc na chwilę i zjedz spokojnie. Nie w biegu, nie nad klawiaturą komputera, nie z telefonem w ręku. W ciszy i skupieniu. Zastanów się jakiej jakości są produkty, które właśnie jesz i czy masz nawyki, które działają na korzyść Twojego ciała i Twojego samopoczucia, bo może najwyższy czas je zmienić, by czerpać z życia więcej?